Biuro Karier

Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie

Wywiad studencki z prof. UPJPII Klaudią Cymanow - Sosin - o technologii i edukacji medialnej.

04.02.2025

Przedstawiam naszym czytelnikom p. prof. Klaudię Cymanow-Sosin – ekspertkę w sferze edukacji medialnej, wykładowczynię na Wydziale Nauk o Komunikacji, opiekującą się Kołem Naukowym Komunikacji Wizerunkowej, prezeskę Stowarzyszenia Absolwentów i Przyjaciół Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie. Od niedawna Pani Profesor pełni również funkcję przewodniczącej sekcji Edukacji Medialnej w Polskim Towarzystwie Komunikacji Społecznej.

Pani Profesor łączy wiedzę akademicką, pasję naukową oraz doświadczenie zawodowe, czerpie nie tylko z monografii i artykułów naukowych, ale także z codziennego życia. Pani Profesor jest również, a może przede wszystkim, matką czwórki dzieci. Ta symfoniczność ról sprawia, że jej głos w dyskusji wokół nowych mediów jest tak wyjątkowo autentyczny. Przykład Pani Profesor pokazuje, że ekspert może być nie tylko strażnikiem, ale przede wszystkim przewodnikiem po świecie mediów, że miłość oraz mądrość mogą iść w parze z otwartością na technologię. 

Ten wywiad jest jak rozmowa przy rodzinnym stole, refleksją pełną troski i zaangażowania. Refleksja ta zachęca, by zatrzymać się na chwilę w biegu, by spojrzeć na dzieci zanurzone w ekranach telefonów i tabletów przede wszystkim jako na osoby wrażliwe, pełne marzeń, obaw i wątpliwości. Pani Profesor przypomina nam, że każde kliknięcie, każde spojrzenie na ekran jest czymś więcej niż tylko impulsem czy odruchem. Jest ono bowiem fragmentem głębszej historii – historii naszych relacji, wspólnych przeżyć, wzajemnego zrozumienia albo jego braku. Niech te słowa stworzą przestrzeń przystani dla rodziców, nauczycieli i opiekunów, którzy każdego dnia z miłością i oddaniem towarzyszą dzieciom w ich codziennym doświadczeniu medialnym. Jest to wywiad o technologii, ale przede wszystkim o sercach bijących dla dzieci i o dłoniach, które prowadzą je ku dobrej, bezpiecznej i twórczej przyszłości.

Olga Turowska (OT): Mówi się powszechnie o mediatyzacji społeczeństwa. W związku z tym, jakie miejsce może zająć edukacja medialna w szkole?

Klaudia Cymanow-Sosin (KCS): Dziękuję za to pogłębione pytanie, ponieważ – jak słusznie Pani zauważa – o edukacji medialnej trzeba mówić jako wynikowej procesów mediatyzacji, jakie dokonują się od wielu lat, a w naszym kręgu kulturowym od połowy ubiegłego wieku. O tym pisali już znani studentom kierunków komunikacyjnych i medialnych - Harold Innis, Marshall McLuhan, a później Friedrich Krotz.

Żyjemy dziś wszyscy, w tym i Państwo jako młodzi startujący w dorosły świat i my, pokolenie X, a nawet nasi dziadkowie i rodzice w tzw. społeczeństwie nasyconym technologicznie. Specjaliści z zakresu edukacji medialnej mogliby wręcz stwierdzić, że żyjemy w społeczeństwie przesyconym technologią. Bo czy nie osiągnęliśmy w wielu dziedzinach takiego punktu, w którym to technologia nami włada, zamiast być skutecznym narzędziem w naszych rękach?

 

Technologia w naszym życiu – pomaga czy szkodzi?

Wyobraźmy sobie takie obszary jak medycyna czy transport. Kolejne osiągnięcia w walce z chorobami, z którymi jeszcze kilka lat temu nie mogliśmy sobie poradzić, na przykład z niektórymi nowotworami, są dowodem na pozytywny wpływ najnowszych technologii, w tym mechanizmów sztucznej inteligencji (AI). Artifical Inteligence przyspiesza procesy leczenia i zwiększa precyzję, szczególnie podczas zabiegów chirurgicznych, jak ma to miejsce w okulistyce.

Podobne zmiany obserwujemy w obszarze transportu. Technologie sprawiają, że obecnie możemy podróżować szybciej i wygodniej niż kiedykolwiek wcześniej, docierać do odległych miejsc w krótszym czasie.

Z drugiej strony istnieją takie sfery życia, w których technologia nie tylko ułatwia dostęp do dóbr, ale wręcz je zastępuje. Przykładem jest cała dziedzina rozrywki. Wirtualne muzea zastępują podróż w ciekawe miejsca, aplikacje video powodują, że nie spotykamy się już tak często w kinach, sklepy internetowe sprawiają, że bez wychodzenia z domu możemy pocieszyć się przez chwilę nowo nabytym produktem, a wybranie ciekawego miejsca na wypoczynek jest sprawdzone przy pomocy cyfrowych map, co pozbawia nas jakiejkolwiek dozy zaskoczenia. Właściwie poza usługami dotyczącymi sfery czysto biologicznej na podstawowym poziomie piramidy Maslowa, czyli potrzeb fizjologicznych (jedzenie czy dbanie o higienę) i poza kwestiami duchowymi, czyli sferą sacrum dla ludzi wierzących oraz sprawami ostatecznymi (pożegnanie nas wszystkich), technologie są w stanie zatrzymać nas w domu i odizolować od reszty świata.

Tak opisana rzeczywistość, także polskiego społeczeństwa, jest właśnie wynikiem technologicznego nasycenia przestrzeni publicznej. I jest to continuum, co oznacza, że proces ten trwa, a dynamika oddziaływania sztucznej inteligencji jeszcze go przyspiesza.

Rozwój mediów oparty nowych technologiach oddziałuje w konsekwencji nie tylko na sposób odbioru informacji, czy opinii zapośredniczonych przez media, ale także na samą istotę człowieka. Socjologowie i psychologowie mówią wprost o zmianie tożsamości człowieka oraz relacji międzyludzkich. Przede wszystkim zaznacza się trend do pomnożenia liczby interakcji (średnia „znajomych” sieciowych wzrasta) na rzecz spadku jakości tych kontaktów. Mamy wielu „przyjaciół” w sieci, ale czy są oni także naszymi przyjaciółmi w realnym życiu? Czy znają nasze prawdziwe „ja”, czy tylko lukrowaną wersję z mediów społecznościowych?

 

Sfery naznaczone przez media

Eksperci z zakresu edukacji medialnej dziś przyglądają się temu, co poczyniły technologie w kilku zakresach. Po pierwsze, patrzymy jak ewoluowały kontakty indywidualne i widzimy zmianę w kierunku odejścia od kontaktu bezpośredniego i relacji twarzą w twarzy, pozbywania się wysiłku zmierzającego do spotkania i w konsekwencji braku „czucia siebie” i bogatej percepcji sensorycznej, która dotyczy wszystkich zmysłów na rzecz zubożenia jej tylko do wzroku i słuchu, które dominują w mediach.

Po drugie, ludzie zajmujący się edukacją medialną obserwują interaktywną komunikację, do jakiej dochodzi między człowiekiem a maszyną i jakimś inteligentnym systemem. Widać tutaj powszechne i bardzo wysokie, wręcz niebezpieczne, zaufanie człowieka do nowoczesnych urządzeń i aplikacji. Z łatwością oddajemy swoją tożsamość, w tym dane poufne, informacje o naszych preferencjach osobistych, zakupowych, czy stylu życia za „kolorowe paciorki” związane z atencją w mediach, czy kilkoma lajkami w portalach społecznościowych.

Trzecią sferą, która jest ważna dla edukatorów medialnych w zakresie mediatyzacji, jest cały obszar potężnej komunikacji masowej, dawniej określana jako dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Był to obszar powszechnie uznawany za sprofesjonalizowany, bo należał do nadawców publicznych, odpowiedzialnych instytucji, a także był domeną zawodowych dziennikarzy. Galopująca cyfryzacja oraz łatwość przyjmowania roli dziennikarza, w rzeczywistości jednak będącego mediaworkerem (pracownikiem medialnym; osobą nieobciążoną misją dziennikarską), doprowadziły do deprofesjonalizacji obszaru medialnego. Wiele osób, które publikują w mediach i zyskują grono słuchaczy albo widzów, określa siebie mianem dziennikarzy. Często zapominają o powinnościach tego zawodu, wśród których nie ma zysku i popularności, ale jest rzetelność, uczuciowość, czyli dążenie do prawdy dla dobra wspólnego, a nie wyłącznie osobistych korzyści.

 

Czy media rządzą światem?

Można powiedzieć, że mediatyzacja wiedzie dziś prymat w codzienności, dotyczy bowiem miliardów osób na świecie, całych wspólnot – od rodziny do wielkich zbiorowości. Jej siłą napędową jest rozwój technologiczny mediów. A kto jest koordynatorem tego procesu? Nakręcają go korporacje medialne, których celem jest albo zysk przy merkantylnym podejściu do biznesu medialnego, albo wpływ na świat. Media wprowadzają idee i tworzą ideologie, dzięki którym steruje się myślami ludzi, czyli sprawuje władzę nad nimi. Jednak wyraźnie brakuje organu nadzoru nad tą strefą. O ile media publiczne są prawnie zobowiązane do przestrzegania misji, która jest wyraźnie określona, o tyle media komercyjne nie podlegają podobnym regulacjom. Można o tym przeczytać w dwóch naszych książkach Media przyszłości  – wybrane aspekty komunikacyjne, ekonomiczne i edukacyjne i Nowe media – edukacja, finanse, zarządzanie, które wraz ze specjalistami z obszaru edukacji medialnej, ekonomii mediów i zarządzania wydaliśmy w tym roku w serii Media i biznes, a które są dla wszystkich państwa otwarte w darmowym dostępie do pobrania w sieci.

Cała sfera edukacji medialnej nie jest łatwa do opisu. Dlaczego? Ponieważ obracamy się w paradygmacie świata znakowego i symbolicznego. Komunikujemy się poprzez słowa, gesty i obrazy, uczestnicząc w praktykach symbolicznych. Czy jesteśmy ich uczeni? Do pewnego stopnia tak – dzieje się to na poziomie edukacji formalnej, czyli w naszych szkołach. Po zakończeniu edukacji wiele osób pracujących w wąskich specjalizacjach nie ma dostępu do edukatora, który przygotowałby ich do funkcjonowania w świecie nowych mediów. Wyjątkiem są osoby związane bezpośrednio z mediami. Przecież ci, którzy sami zarabiają na tworzeniu mediów i publikowaniu treści, proces uczenia o ich pułapkach uznają za aberrację. Sama kiedyś w rozmowie z dziennikarzem jednego z ważnych mediów już na antenie jego stacji, gdy p0oruszaliśmy kwestie edukacji medialnej, usłyszałam, że w mediach jest to temat rzadki dlatego, że edukatorzy medialni odbierają mediom ich użytkowników. Ukazywanie przez nas technik wywierania wpływu, obnażanie mechanizmów działania i uzależniania np. przez kolejne aplikacje prowokujące do oddawania ich twórcom danych o nas, powoduje, że jako medioznawcy działamy czasami na niekorzyść niektórych mediów komercyjnych. Najważniejsze jednak, by nasze działania służyły człowiekowi.

 

Jak uczymy się o mediach oraz jak media uczą nas?

Edukacja medialna jest pracą w trzech wymiarach. Po pierwsze – edukacja formalna, czyli ta, o której teraz rozmawiamy – odbywająca się w szkole, ale pewno jeszcze o niej wspomnimy. Drugim wymiarem jest edukacja pozaformalna, realizowana przez firmy edukacyjne, stowarzyszenia, kluby i organizacje pozarządowe. Obejmuje ona kursy, szkolenia, staże i warsztaty, prowadzone również w kołach zainteresowań. Nie każdy jednak ma do niej dostęp oraz wystarczający imperatyw wewnętrzny, by pogłębiać swoją wiedzę „o” mediach. Jest także trzeci poziom, czyli kształcenie nieformalne, oznaczające naukę poprzez praktykę. To proces trwający przez całe życie, obejmujący kształtowanie osobowości, wartości, postaw i umiejętności. Rozwija się on poprzez doświadczenia oraz interakcje międzyludzkie. O ile w przypadku przekazywania wiedzy w szkole, ciągle jeszcze niestety dominują wykłady i tak zwane metody podające, tak w edukacji nieformalnej uczymy się od rodziny i osób współtowarzyszących w formie dialogu oraz przez naśladowanie.

Coraz częściej jednak naczelnym podmiotem edukacji nieformalnej są… same media. Zataczamy koło – o mediach uczymy się z mediów. Spowodowało to pewien kryzys w zakresie edukacji medialnej. Po latach bardzo płytkiego używania mediów, które określaliśmy mianem umiejętności, powoli zaczynamy rozumieć, że „umiejętność” logowania się do smartfonu, scrollowania, czy pobierania kolejnych „appek” to nie są wystarczające kompetencje i zasoby wiedzy o mediach. Wpędzeni w pułapki uzależnienia od tzw. urządzeń końcowych, a także niezrozumiałych przekazów medialnych, zanurzeni po szyję w grząskim terenie odpadów medialnych, zaczynamy wołać o pomoc dla siebie i swoich bliskich.

 

Inicjatywy i działania edukacyjne

Ten alarm usłyszeli edukatorzy medialni i dziś – integrując się – próbują pomóc w mądrym korzystaniu z mediów. Przykładem tego są liczne inicjatywy różnych organizacji, w tym Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej, na czele którego stoi wybitna medioznawczymi, pani profesor Iwona Hofman. Mam zaszczyt od niedawna przewodniczyć jego sekcji edukacji medialnej i we współpracy ze środowiskiem naukowców z całej Polski pokładam wielką nadzieję na podnoszenie kompetencji medialnych naszego społeczeństwa. Istnieją także fundacje, na przykład Fundacja Edukacji i Mediów (FEiM), branżowe spotkania, np. organizowany przez Narodową i Akademicką Sieć Komputerową – Państwowy Instytut Badawczy Kongres Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej (OSE), badania prowadzone przez liczne instytuty akademickie, w tym nasz uniwersytet (projekt Edukacja medialna Fundacji im. Św. Królowej Jadwigi) i inne uczelnie wyższe, czy Krajowy Instytut Mediów. Wiele ośrodków badawczych alarmuje, że znajdujemy się w fazie zarządzania kryzysowego. Świadczą o tym badania ilościowe (wspominany NASK, czy badanie KIM), np. Infrastruktura i sposoby konsumpcji usług medialnych), jak i ekspertyzy badaczy. Przykładem są wyniki naszych badań zgromadzone w publikacji Edukacja medialna. Zasady funkcjonowania w świecie nowych mediów, jaka powstała przy współudziale takich wybitnych badaczy, jak: wspomniana prof. Iwona Hofman (prezes PTKS), prof. Monika Przybysz (UKSW), dr hab. Monika Kaczmarek-Śliwińska (UW), kier. Anna Chmura (PK), dr Piotr Cymanow i dr Łukasz Paluch (UR), dr Krzysztof Tenerowicz (Fundacja Centrum im. Grabskiego) i naszych pracowników i współpracowników: ks. prof. Roberta Nęcka, ks. dra Pawła Kaszuby, dra Bartosza Łukaszewskiego, dr Jagody Stompór-Świderskiej, dr Aleksandry Urzędowskiej, o. dra Marcina Ciechanowskiego i grona ekspertów, których nagrania można odnaleźć w sieci i mediach naszego projektu na Facebooku: Edukacja medialna. Zasady funkcjonowania w świecie nowych mediów. Organizując ten projekt już w 2023 roku w ramach wdrożeń UPJPII, a rok później kontynuując go już jako Stowarzyszenie Absolwentów i Przyjaciół UPJPII w Krakowie np. przy serii wydarzeń: Co warto wiedzieć o mediach i komunikacji?, grupa badaczy zajmujących się edukacją medialną oraz wolontariusze z kół naukowych (m.in. Koło Naukowe Komunikacji Wizerunkowej

i Dziennikarskie Koło Naukowe) oraz Samorządu Studentów UPJP2, zobaczyliśmy, że najpierw trzeba zadbać o wysokie kompetencje medialne wśród osób kształcących kolejne pokolenia, a następie z tą bazą ruszyć do szkół średnich i podstawowych. W ramach możliwości sama odwiedzam szkoły, w których rozmawiamy z młodzieżą o takich zjawiskach, jak różne oblicza hejtu i cyberprzemocy. Choć pojęcia te są im znane, moje szkolenia pokazują, że wiele osób doświadcza krzywdy w mediach. Wstyd i bezradność, zwłaszcza w przypadku osób z zaburzeniami (np. depresją), często uniemożliwiają im wołanie o pomoc.

Ostatnia deska ratunku

Można powiedzieć, że edukator medialny w założeniach ma uczyć, jak nie dać się pokonać i zniszczyć we współczesnym zmediatyzowanym świecie, czyli ma odgrywać rolę prewencyjną. Często jednak, na obecnym etapie, pełni funkcję podobną do ratownika medycznego – zabezpiecza „miejsca zranienia” i kieruje do dalszej diagnozy. Można powiedzieć, że na razie jesteśmy w szpitalu polowym.

Wydaje mi się jednak, a jestem z natury optymistką, że we współczesnej szkole, znajdziemy takie miejsce, nazwijmy to: Gabinet higieny cyfrowej, do którego będą mogli przyjść uczniowie po pomoc związaną z nadużyciami w mediach. W końcu edukacja to nauka mądrego życia, a skoro współegzystujemy z mediami, to i mądrego życia w ich otoczeniu.

 

O odpowiedzialności w mediach

Mediatyzacja życia sprawia, że dostęp do mediów, w tym mediów cyfrowych, jest powszechny, a te, jak wiemy, umożliwiają bardzo łatwe rozpowszechnianie treści. Niemniej jednak, w moim przekonaniu, nie powinniśmy posługiwać się określeniem, że każdy jest dziś dziennikarzem, ponieważ dziennikarstwo to profesja, która, podobnie jak inne zawody, wiąże się z określonymi standardami i formułami.

Jednak osoby publikujące treści w internecie, nawet jeśli nie są zawodowymi dziennikarzami, mogą być bardzo użyteczne. Po pierwsze, wprowadzają własne pomysły i idee, a także gromadzą wokół siebie wspólnoty ludzi. To ogromny potencjał. Problem pojawia się wtedy, gdy brakuje w tym odpowiedzialności. Jeśli celem jest wyłącznie zdobycie popularności, to rodzi to ogromne zagrożenia.

Przykładem może być historia z niedawnej międzynarodowej reklamy. Widzimy w niej młodego chłopca, który w buszu odnajduje niezwykłą, wyjątkową istotę – nieznane wcześniej zwierzę. Chłopiec robi zdjęcie i zaczyna wyobrażać sobie swoją nadchodzącą popularność. W myślach widzi siebie zapraszanego do stacji telewizyjnych, zdobywającego światową sławę dzięki tej fotografii. Jednak w pewnym momencie pojawia się refleksja. Chłopiec zdaje sobie sprawę, że jego działania mogą doprowadzić do zamknięcia tej istoty w klatce, jak zwierzęcia cyrkowego, pokazywanego jedynie dla rozrywki. Staje przed wyborem: może zachować zdjęcie i opublikować je lub usunąć, by chronić dobrostan tej wyjątkowej istoty. Ostatecznie wybiera dobro zwierzęcia i usuwa fotografię, tracąc tym samym swoją przewidywaną popularność.

To doskonała metafora odpowiedzialności w mediach. Każdy może publikować, nawet w dobrej wierze, ale –­­ w mojej opinii – tych zagrożeń jest znacznie więcej niż korzyści. Dlatego odpowiedzialność za publikowane treści jest kluczowa.

 

OT: Proszę powiedzieć o wzorcach edukacji medialnej z innych krajów, które można implementować w Polsce.

 

KCS: Takim krajem, który bardzo wcześnie zainteresował się tematyką ingerencji urządzeń, z którymi mamy do czynienia, czyli smartfonów, w nasze życie, była Norwegia. Trzy lata temu wprowadzono tam w szkołach, które pozostają pod kontrolą władz oświatowych, zakaz używania telefonów komórkowych na zajęciach, a w większości szkół także na przerwach, zaś w niektórych przypadkach zakaz posiadania tego sprzętu także w drodze do szkoły. I co się okazało? 96% szkół w Norwegii wprowadziło propozycje Ministerstwa, które nazywa się tam Dyrekcją do spraw Edukacji. Po trzech latach zaobserwowano następujące efekty: po pierwsze, o 60% obniżyła się liczba wizyt u psychologów i lekarzy rodzinnych wśród dziewcząt, szczególnie tych o niższym statusie społeczno-ekonomicznym. Po drugie, polepszyły się oceny, które stawiali nauczyciele. Po trzecie, poprawiły się wskaźniki, które w Norwegii są odpowiednikami naszych ECTS-ów na studiach, gdzie ocenia się studentów w różnych wymiarach (student zbiera określoną liczbę punktów, potrzebną do zaliczenia semestru). Po czwarte, znacząco obniżyła się skala przemocy sieciowej. Zakaz używania smartfonów w szkołach przynosi zupełnie jednoznaczne, pozytywne rezultaty, głównie w grupach dziewcząt, uczennic, studentek, a szczególnie wśród osób o nieco niższym statusie społeczno-ekonomicznym, bo te są najbardziej narażone na uzależnienie. W 2022 roku wiele krajów, takich jak Hiszpania, Francja, Portugalia, Grecja, Czechy czy częściowo Słowacja, wprowadzało te zmiany. Choć okres ich obowiązywania jest wciąż krótki, trudno więc o pełne wnioski, to można przypuszczać, że wyniki będą bardzo pozytywne, podobnie jak w Norwegii.

To są zupełnie ewidentne dowody na to, że odcięcie się od smartfonów podczas pobytu w szkole przynosi zauważalne korzyści. Już sama świadomość, że telefon znajduje się w pobliżu, w plecaku czy szatni, może negatywnie wpływać na osoby uzależnione. Jak dowiódł Manfred Spitzer, wybitny psychiatra, uzależnienie od sieci jest dla naszego mózgu równie destrukcyjne, jak uzależnienie od kokainy. Różnica polega na tym, że w przypadku kokainy mamy do czynienia z uzależnieniem chemicznym, natomiast nałóg sieciowy jest uzależnieniem behawioralnym, lecz oba równie mocno wyniszczają nasz organizm. Dlatego należy chronić przestrzenie, w których opiekunowie, wychowawcy i nauczyciele sprawują kontrolę nad dziećmi i młodzieżą.

 

OT: Czy właściciele mediów mogliby zamieszczać w swoich regulaminach ostrzeżenia podobne do tych na paczkach papierosów, np. „nadmierne korzystanie z mediów szkodzi waszemu umysłowi”?

 

KCS: To interesująca myśl, ale wydaje mi się, że jest Pani idealistką. Jest to bowiem bardzo potrzebne, jednak zawsze pojawia się pytanie: kto stoi za koncernem medialnym? Jeśli mówimy o medium komercyjnym, jednym z jego kluczowych celów – choć nie zawsze najważniejszym – jest zysk, czyli zarabianie pieniędzy. W związku z tym umieszczenie informacji w stylu: „nie oglądajcie naszych treści”, byłoby sprzeczne z interesem firmy. Są jednak wartości ważniejsze niż zarabianie pieniędzy. Na przykład promowanie dobrostanu, szczególnie wśród młodych osób, najbardziej narażonych na przebodźcowanie. Taka inicjatywa mogłaby mieć sens w odniesieniu do misji mediów publicznych. Dobrostan psychiczny dzieci i młodzieży powinien stać się priorytetem – ważniejszym nawet niż dostarczanie informacji. Jeśli bowiem wiemy, że średnio młodzież spędza w sieci ponad pięć godzin dziennie – co pokazują badania Narodowej Akademickiej Sieci Komputerowej (NASK) z 2023 roku – to oznacza, że nasze zdolności odbiorcze są poważnie zaburzone.

Zbyt duża ekspozycja na niebieskie światło z ekranów smartfonów, nadmiar bodźców wizualnych, takich jak czerwone ikony powiadomienia, czy dźwiękowych (generowanych przez aplikacje), powodują przeciążenie percepcyjne. W efekcie nie jesteśmy w stanie przetworzyć odbieranych treści. Nawet jeśli są to wartościowe informacje, nie zintegrują się one z naszym wnętrzem, nie zostaną przemyślane. Dlatego higiena cyfrowa powinna obejmować ograniczenie czasu spędzanego w mediach. Wprowadzenie takiego regulaminu mogłoby stać się częścią misji mediów publicznych, a nawet działań regulatorów, takich jak Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji.

 

OT: Nasuwa mi się w tym kontekście korporacja Philip Morris, która w dużej mierze – dzięki dyrektorowi generalnemu Jackowi Olczakowi – przebranżawia się ze szkodliwej gałęzi tytoniowej na technologiczną, a swoją misją określa walkę z dymem tytoniowym.

 

KCS: To jest piękna droga – droga od szkodzenia człowiekowi, poprzez jakaś refleksję i wybranie przeciwnego kierunku, czyli troski o dobrostan. Tak mogłoby stać się także z kwestią korzystania z narzędzi technologicznych, które, jak wiadomo, mogą służyć człowiekowi – np. w medycynie, przy wsparciu w różnego rodzaju zabiegach chirurgicznych, czy w innych obszarach. Natomiast sama długość kontaktu z mediami jest absolutnie szkodliwa – to już zostało wykazane. Przypomnę tylko norweskie badanie opisane przez Sarę Abrahamson i przeprowadzone przez Norweski Instytut Zdrowia Publicznego – jednostkę bardzo wiarygodną. Te badania były prowadzone na ogromną skalę, w całym kraju, więc mogą być dla nas jakimś wyznacznikiem.

Także w naszym mieście istnieje Krakowski Instytut Logoterapii, kierowany przez dra Romana Soleckiego. Tam, w listopadzie 2023 roku, przeprowadzono badania na grupie ponad 11 000 uczniów – 4000 ze szkół podstawowych i ponad 7000 ze szkół średnich. Wyniki pokazały, że ponad 40% dzieci ma objawy albo już zdiagnozowane zaburzenia depresyjne, a dużą część tego problemu stanowi uzależnienie od mediów. Takie wyniki już mamy, więc jest z czego korzystać przy diagnozowaniu tego zjawiska.

 

OT: Jakie kroki należy podjąć, aby wprowadzić do szkoły Pani pomysł o gabinecie higieny cyfrowej?

 

KCS: To jest pytanie bardzo aktualne, ponieważ obecnie działa zespół ekspertów przy Ministerstwie Cyfryzacji, który pracuje nad wprowadzeniem zmian w polskich szkołach. Dziś podmioty te, na poziomie własnych statutów oraz porozumień pomiędzy uczniami, rodzicami, nauczycielami i dyrekcją, wypracowują swoje metody. Najczęściej jest to zakaz używania telefonów podczas zajęć, czasami również podczas przerw, a niekiedy także brak możliwości wnoszenia telefonu do szkoły.

Marzyłabym o pomyśle – choć nie wiem, czy ta nazwa jest już może przez kogoś zarezerwowana o stworzeniu Gabinetu higieny cyfrowej, w analogii do gabinetów pielęgniarskich. Byłoby to miejsce, do którego mogłyby przychodzić osoby mające wątpliwości lub wyraźny problem z korzystaniem z telefonu, czyli na przykład uczniowie uzależnieni, odczuwający syndrom FOMO, czyli lęk przed byciem poza siecią, poza sferą online. W takim gabinecie mogłyby one porozmawiać ze specjalistą.

Nie musiałby to być nauczyciel ani osoba zatrudniona na etat, ale na przykład eksperci z zakresu medioznawstwa, absolwenci czy studenci naszych kierunków, np. na Wydziale Nauk o Komunikacji Społecznej, czy psychologowie i pedagodzy z Wydziału Nauk Społecznych czy Wydziału Filozoficznego naszego Uniwersytetu, którzy mogliby służyć pomocą takim osobom w określonym przedziale czasowym.

 

OT: Proszę podać przykłady z życia, które pokazują, z jaki sposób media społecznościowe przyczyniły się do utraty głębszych więzi między ludźmi.

 

KCS: Mamy doświadczenie, oparte zarówno na wynikach badań naukowych, jak i obserwacjach podczas wizyt w różnych szkołach i społecznościach, że utrzymanie realnej przyjaźni wyłącznie w sieci jest bardzo trudne. Przyjaźń rozwija się przede wszystkim w świecie rzeczywistym, choć może być wspomagana przez internet. Na przykład, jeśli przyjaźnimy się z kimś, kto wyjeżdża na stypendium lub zmienia miejsce zamieszkania – tymczasowo, czy na stałe – komunikatory mogą pomóc podtrzymać tę relację. Jednak budowanie przyjaźni wyłącznie w sieci jest wyzwaniem, ponieważ trudno nazwać takie znajomości prawdziwą relacją. Samo pojęcie „przyjaźń” oznacza bycie przy kimś choćby w myślach, troskę o dobrostan drugiej osoby i patrzenie nie tyle na siebie, co razem w tym samym kierunku, podczas gdy w relacjach sieciowych często pojawia się więcej konfliktów niż autentycznej troski o drugiego człowieka. Czym to się objawia? W kontaktach bezpośrednich jedynie 7% naszej komunikacji to słowa. Reszta to gesty, reakcje, spojrzenia i kontekst sytuacyjny, które są kluczowe dla zrozumienia drugiej osoby. W sieci te elementy są nieobecne. Z tego powodu osoby, które w życiu realnym potrafiłyby się porozumieć, ograniczone do wymiany tekstów i emotikonów, często popadają w konflikty i nie mogąc się zrozumieć.

Moja teza o trudności nawiązywania i utrzymywania przyjaźni w sieci znajduje również potwierdzenie w badaniach. Wskazują one, że najwięcej przypadków przemocy emocjonalnej, używania wulgaryzmów czy dokuczania występuje właśnie w środowisku internetowym. W badanej przeze mnie grupie uczniów szkół podstawowych i średnich, konflikty i przemoc były najczęściej obserwowane online. To pokazuje, że sieć, mimo swojego potencjału do podtrzymywania relacji, nie sprzyja tworzeniu głębokich przyjaźni.

 

OT: Proszę opowiedzieć trochę więcej na temat trudności z przeniesieniem swojej przyjaźni wirtualnej do przestrzeni offline.

 

KCS: Media mogą być dobrym początkiem znajomości, ale jeżeli etap poznania odbywa się wyłącznie w sieci, trudno nazwać to już wówczas przyjaźnią. Ta cnota „wypala się” w tyglu relacji, w bezpośrednim kontakcie. Media mogą więc świetnie sprawdzić się jako pierwszy krok – na przykład poznajemy kogoś, zaczynamy korespondować za pośrednictwem komunikatorów, ale dopiero realne spotkanie pozwala zweryfikować, czy ta relacja ma szansę przekształcić się w prawdziwą przyjaźń. Na to potrzeba czasu i bliskości, by móc kogoś nazwać przyjacielem.

Kontakty medialne są oczywiście ważne, ale pojawia się też inny problem – brak prawdziwego dialogu. W mediach często mamy do czynienia z „duologami”: jedna osoba prowadzi monolog, a druga odpowiada, również w formie swojego monologu. Tymczasem dialog, w pełnym znaczeniu tego słowa, możliwy jest w życiu realnym, choć wymaga większego wysiłku. Właśnie dlatego wielu ludzi, szczególnie młodych, łatwo ucieka w komunikację zapośredniczoną, na przykład za pomocą smartfonów. Relacje w bezpośrednich kontaktach są trudniejsze i bardziej wymagające, ale to one stanowią fundament prawdziwej przyjaźni. Mam szczęście tego doświadczać w swoim życiu i pamiętam, że dzień, w którym ktoś nazwał mnie swoją przyjaciółką, był dla mnie naprawdę ważny.

 

OT: Jak zatem pokazać zagrożenia, ale nie zniechęcić użytkowników mediów całkowicie?

 

KCS: Pomysł na zawód edukatora medialnego nie jest typowy – nie mamy takiej sformalizowanej profesji w Polsce. Uczelnie, w tym nasza, nie kształcą nauczycieli w tym zakresie, gdyż zawody typowo nauczycielskie są przypisane do określonych przedmiotów – nauczyciel języka polskiego, matematyki itd. W związku z tym wyobrażam sobie rolę edukatora medialnego jako zadanie eksperckie. Edukator medialny to osoba, która uczy, jak oddzielać informacje prawdziwe od kłamliwych, jak zdobywać informacje, jak korzystać z mediów i w jakim stopniu to robić.

Odnośnie do stwierdzenia, że edukator medialny „odbiera” użytkowników niektórym mediom, można by bardziej precyzyjnie powiedzieć, że edukator medialny „odbiera” użytkownikom nieodpowiednie treści. Jeśli ktoś jest dobrze wyedukowany medialnie, nie będzie sięgał po przekazy, które są szkodliwe lub mają negatywny wpływ na niego. Edukator medialny nie stawia sobie za cel oddzielanie użytkowników od mediów jako takich, chociaż w pewnym sensie można mówić o higienie cyfrowej, czy poście od mediów. Jeśli ktoś spędza 6 godzin dziennie ze swoim smartfonem, wówczas sumarycznie wiele lat życia w tzw. „realu” zostaje mu odebrane. Dlatego edukator medialny mówi o higienie cyfrowej, o tym, jak skrócić ten czas spędzany w internecie. Jednakże, od wartościowych treści w mediach edukator medialny nie będzie oddzielał ich użytkowników.

 

OT: Mówiła Pani w kilku wywiadach o znaczeniu budowania dialogu i odwołania się do własnego doświadczenia jako bazowych elementach strategii pedagogicznej w szkole. Jak w praktyce można rozwijać dialog w edukacji i korzystać z doświadczeń uczniów, aby jednocześnie wzmacniać chrześcijańskie wartości, takie jak szacunek, otwartość i odpowiedzialność?

 

KCS: Dialog jest dla młodych fundamentalną metodą zdobywania wiedzy o świecie, tak jak jest nią naśladownictwo w wieku dziecięcym. Nie tylko jako osoba z naszego Uniwersytetu zajmująca się komunikacją, ale także jako rodzic czwórki dzieci, w tym w wieku przedszkolnym, szkoły podstawowej, liceum i dorosłego syna, mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że – jako osobnicy społeczni bez dialogu nie zbudujemy relacji, a bez relacji nie będziemy wiarygodni jako nauczyciele. Bo my, dorośli, możemy być nauczycielami dla młodszych, ale i oni dla nas. Dlaczego to uwypuklam? We wspomnianej książce Edukacja medialna. Zasady funkcjonowania w świecie nowych mediów oraz przygotowanym na jej podstawie Kompendium wiedzy o projekcie: Edukacja medialna – zasady funkcjonowania w świecie nowych mediów, które jest takim zestawem dla nauczycieli, edukatorów i rodziców przytaczamy rozmowę, jaką prowadziłam z dr. Bartoszem Łukaszewskim. Wspominaliśmy w niej o trzech typach kultury – koncepcji amerykańskiej badaczki i socjolożki Margaret Meat. Należą do nich:

  • Kultura postfiguratywna – w tradycyjnych społeczeństwach dzieci przejmowały wzorce zachowania od rodziców. Starsi byli mistrzami, a młodsi uczniami. Mimo buntów młodzieży istniał powszechny szacunek do starszych.
  • Kultura konfiguratywna – wraz z rozwojem technologii i nowych profesji poprzednie wzorce były negocjowane. Młodzi i dorośli wymieniali się doświadczeniami, szukając wspólnego stanowiska.
  • Kultura prefiguratywna – w dzisiejszym społeczeństwie młode osoby często wiedzą więcej niż starsi, np. w zakresie technologii. Dzieci mogą być ekspertami w obszarach takich jak np. TikTok, YouTube, Instagram, czy inne platformy. Wpływ ludzi młodszych na starszych jest coraz większy, co bywa wyzwaniem dla pokolenia dorosłych.

Warunkiem porozumienia, czyli właśnie dialogu między rodzicami a dziećmi jest zrozumienie przez rodziców nowoczesnego świata, w którym funkcjonują dzieci i młodzież. Ten nowy, nie dla wszystkich „lepszy świat” – by odwołać się do literatury – diametralnie odbiega od wzorców uznanych przez starsze pokolenia. Jest to zatem pole do konfliktów, ale z drugiej strony także szansa na otwarcie się na osoby z innego pokolenia. Baby boomersi mogą uczyć się od pokolenia X, Y, Z i Alfa umiejętności szybkiego korzystania z technologii. Młodsi mogą zaś bazować na doświadczeniu poprzednich generacji w zakresie kompetencji międzyludzkich, które także wymagają umiejętności uczenia się i pielęgnowania nawyków.

Wymiana ta może się opierać na fundamencie wartości, o których Pani wspomina w pytaniu, jednak chciałabym zaznaczyć, że zarówno szacunek, otwartość, jak i odpowiedzialność to nie tylko wartości chrześcijańskie. Te wymienione w pytaniu, a także dążenie do wspólnego dobra, czy poszukiwanie prawdy to są wartości uniwersalne, właściwe dla każdej osoby i wszystkich czasów. Nasz problem polega jednak na odmiennym definiowaniu niektórych z nich, a także na braku umiejętności odróżniania wartości prymarnych od wtórnych. Doskonale pokazują to właśnie media i podstawowy spór o wolność w mediach. Niepodważalną wartością środków społecznego przekazu jest poszukiwanie prawdy. Jednak często bardziej akcentuje się wolność wypowiedzi. Każdy chce mieć prawo do wyrażania własnych poglądów – mamy je zresztą zagwarantowane. W mediach najważniejsza powinna być zasada uczciwości, jako fundament rzetelności i dbałości o prawdziwość przekazu. Można bowiem przekazać prawdę, która może nawet kogoś zranić i zabić (więc tego nam nie wolno robić), ale jeżeli wiemy, że nasza wypowiedź ma być uczciwa, to wówczas zastanowimy się, czy ważniejszy jest poklask, bo pierwsi podajemy coś do wiadomości, czy wartość osobowa drugiego człowieka, np. jego godność. To właśnie wyjaśnianie takich meandrów związanych z wartościami należy także do sfery edukacji medialnej (Media Literacy, Instructional & Developmental Communication) w kontekście etycznym.

 

OT: W swoich wypowiedziach podkreśla Pani znaczenie strategii „uczenia się poprzez problem” jako metody sprzyjającej jakościowej zmianie w nauczaniu szkolnym. Jak można wdrożyć tę metodę w praktyce?

 

KCS: W przeszłości przez kilka lat współpracowałam z Panią prof. Agnieszką Kłakówką, która opracowała tę metodę nauczania w kontekście nauki języka. Pisząc osobiście, a potem wraz z zespołem podręczniki, które jako prezes Wydawnictwa Edukacyjnego z radością wydawałam i promowałam w latach dwutysięcznych, podkreślała na wielu spotkaniach z ekspertami, nauczycielami i metodologami, że nasze poznanie ma charakter konkretyzacji. Potwierdzają to badania neurobiologiczne. Wówczas powoływała się m.in. na publikację Mandfreda Spitzera Jak uczy się mózg?, a dziś potwierdzają to specjaliści z zakresu teorii umysłu, dowodząc, że w procesie nauki biorą udział także emocje. Neurony lustrzane, aktywujące się podczas wykonywania lub obserwowania czynności, umożliwiają ocenę emocji i intencji innych ludzi. Znamy także wyniki badań prowadzonych na funkcjonalnym rezonansie magnetycznym (fMRI). Przednia część zakrętu obręczy (ACC) to obszar mózgu odpowiedzialny za reakcje unikania i zachowania awersyjne. Uczestniczy także w przetwarzaniu emocji, doświadczeń i integracji poznawczej. Odpowiada ona za hamowanie niewłaściwych odpowiedzi, ale także podejmowanie decyzji i zachowań motywowanych. Znając dziś chociaż część meandrów naszego umysłu wiemy, że metodą na zachowanie wiedzy jest przepracowanie tego, co do nas dochodzi, na poziomie poznawczym (kognitywnym), emocjonalnym i wreszcie praktycznym. Może to być rozmowa, debata nad problemem lub wyjście w teren, by doświadczyć tego, o czym się uczymy. Możemy teoretycznie uczyć się o mediach, ale będzie to dotyczyło recepcji i percepcji przekazu. Możemy jednak wybrać się np. do stacji radiowej, czy redakcji i zobaczyć jak tworzone są media. Mówiąc to, mam w pamięci zestaw „grzechów” mediów Macieja Iłowieckiego, opublikowany w tekście Krzywe zwierciadło. O manipulacji w mediach. Dziennikarz wskazywał na takie przewinienia dziennikarzy jak: stronniczość i milczenie na tematy niewygodne dla nadawcy, brak rzetelności dziennikarskiej (publikowanie informacji niepewnych), insynuacje i opinie w miejsce faktów, mowę nienawiści (np. inwektywy) oraz manipulację tytułami i „zajawkami”. Studenci kierunków medialnych są uczeni, że niekiedy ważne informacje „przykrywa się” mniej istotnymi, stosuje metodę pseudoautorytetu w miejsce rzeczywistego eksperta, powołuje na tzw. amnezję historyczną, operuje zastraszaniem i stosuje agresję symboliczną, wreszcie, jak dalej wymienia ekspert, finguje obiektywizm, miesza opinię z rzeczywistością i stosuje techniki wywierania wpływu, w tym schlebiania. Osoba niewykształcona w tej kwestii nie posiada takiego forum, na którym może zdobyć informacje na ten temat. Z pewnością szkoła jest miejscem, gdzie zgromadzona wspólnota może ćwiczyć reagowanie na takie zachowania w grach i symulacjach, by na bazie doświadczenia i rozmowy wyuczyć się tych schematów i móc z nimi walczyć. Teoretyczne poznanie medialnych „grzechów” bez praktykowania radzenia sobie z nimi pozostanie suchym zestawem dobrych rad. Ćwiczenie w kontrolowanych warunkach, jak nie ulec pokusie popadania w nie, to już prawdziwy zysk dla człowieka.

 

OT: Proszę powiedzieć kilka słów o amnezji historycznej i przemocy symbolicznej.

 

KCS: Amnezja historyczna to zjawisko związane ze zbiorową pamięcią o przeszłości i polityką historyczną. Dziedzina ta powinna się zajmować przypominaniem zdarzeń i towarzyszących im emocji, które kształtowały tożsamość danego narodu, czy grupy. Jednak wydobywając jedne zdarzenia, można pomijać inne. Amnezja historyczna byłaby takim trendem, w którym pomija się wydarzenia, zaciemnia obraz przeszłości, a nawet wypiera ze zbiorowej świadomości okoliczności, osoby i ich przeżycia, które nadawcy nie pasują do określonego przekazu. Innym ciekawym zjawiskiem z tego kręgu jest tzw. ahistoryzm, który polega na ocenianiu wydarzeń z przeszłości przez pryzmat współczesnej wiedzy i wartości. Jest to podejście błędne, ponieważ nie uwzględnia kontekstu czasów, w których dane wydarzenia miały miejsce. Na przykład stojący dziś pomnik wybitnej postaci może być kwestionowany z powodu odkrycia, że osoba ta stosowała metody uznawane obecnie za naganne, np. kolonizowała inne kraje. Z dzisiejszej perspektywy takie działania wydają się karygodne, ale musimy oceniać tę osobę w kontekście jej epoki, wiedzy i standardów moralnych tamtych czasów.

Z kolei przemoc symboliczna to subtelna, często nieoczywista forma przemocy, wyrażana poprzez symbole, metafory czy obrazy. W mediach może to być na przykład ironiczne słowo, które pozornie wydaje się grzeczne, ale w rzeczywistości obraża. Przykładem może być nadmierne eksponowanie określonych ról kobiet w reklamach – np. kobiety jako uległej gospodyni domowej lub jako wyidealizowanej „kobiety wamp”. Tego typu przedstawienia, choć pozornie niewinne, mogą utrwalać stereotypy i prowadzić do przemocy symbolicznej. Jako że zajmuję się reklamą, mogę powiedzieć, że począwszy od lat 50. XX wieku, gdy telewizja stała się, obok prasy, głównym medium reklamowym, często pokazywano i wręcz lansowano kobiety w nierealnych rolach – gotujących w czerwonych szpilkach czy przesłodzone wizerunki „perfekcyjnych pań domu”. Takie obrazy kreują fałszywe wzorce, które z czasem mogą wpływać nie tylko na relacje płciowe, ale także na inne obszary życia społecznego.

 

OT: Czy rodzice i nauczyciele mogą być partnerami ucznia w świecie mediów?

 

KCS: Edukacja medialna powinna zajmować istotne miejsce w szkole, jak i poza nią. Nauka krytycznego myślenia, rozróżniania informacji prawdziwych od fałszywych oraz efektywne korzystanie z technologii to kluczowe kompetencje we współczesnym świecie i na rynku pracy. Właściwie nie można pełnić wielu zawodów (nie tylko medialnych) bez tych umiejętności. „Karmi się” nimi branża finansowa, o czym nasi studenci i doktoranci mogli usłyszeć np. podczas debaty organizowanej przez Fundację Centrum im. Grabskiego wraz z partnerstwem Stowarzyszenia Absolwentów i Przyjaciół UPJPII i kół naukowych. Debata miała miejsce 20 listopada 2024 w naszym Uniwersytecie, a jej tematem była sztuczna inteligencja wobec szans, zagrożeń i wyzwań, jakie ze sobą niosą (więcej informacji pod linkiem). Prezes fundacji zwrócił wówczas uwagę, jak bardzo media i technicyzacja mogą wpłynąć na zmiany w wielu zawodach w przyszłości. Można było usłyszeć, że właściwie tylko nieliczni, w tym sportowcy, niektórzy wykonawcy usług fizycznych, czy – pół żarem pół serio – politycy, zachowają mocną pozycję na rynku. Mówię o tym w kontekście wszechstronności edukacji medialnej, która nie tylko przygotowuje do odbioru i użytkowania mediów, ale także może wpłynąć na nasze losy, karierę – w tym wybór zawodu, czy pasji. A są to kwestie, które interesują zarówno młodych ludzi, jak i zatroskanych o nich rodziców oraz opiekunów. Tylko synergia w działaniu i korelacja w przekazywaniu jednoznacznych wzorców przez nauczycieli w środowisku szkolnym i opiekunów w domu pomoże w odnalezieniu się młodych w dorosłym życiu.

Można zapytać: kto jest nauczycielem rodziców? Kto jest nauczycielem grona pedagogicznego, czyli osób, które niekiedy wiele lat wcześniej kończyły edukację? Wynika z tego, że edukacja medialna to proces, który należy wdrażać na dosłownie każdym etapie życia. W przypadku dzieci i młodzieży wydaje się to oczywiste. Tutaj szczególnie chodzi o uwrażliwianie na niebezpieczeństwa, jakie grożą ze strony mediów, w tym patotreści, pornografię, wylewający się hejt i elementy mowy nienawiści, takie dezinformacje jak fake news (zawierający najczęściej tylko fragment prawdziwej historii), deep fake (informacje kłamliwe, zniekształcone, tworzone np. z udziałem AI), a także mniej widoczne na pierwszy rzut oka kwestie, jak manipulacja treścią i zawartością mediów. W odniesieniu do pokolenia osób w średnim wieku i starszych dominują z kolei takie zagrożenia, jak phishing, czyli wyłudzanie danych oparte na podszywaniu się pod znaną osobę lub instytucję; tworzenie fałszywych sklepów w sieci, które mają posłużyć oszustowi do wyłudzenia danych o użytkownikach, zwłaszcza numerów karty płatniczej; stalking polegający na naruszaniu prywatności; spoofing polegający nad podszywaniu się pod innego użytkownika sieci i inne. Dość wyjątkowym naruszeniem jest na przykład sharenting, który wynika raczej z braku wiedzy osób dorosłych, niż złych intencji. Rodzice dopuszczają się tego, gdy publikują w sieci, głównie w mediach społecznościowych, różne filmy, zdjęcia i treści, które odnoszą się do ich dzieci. Zakładanym celem jest np. chęć podzielenia się radosną nowiną o przyjściu na świat potomka, ale – z drugiej strony, na co często zwracam uwagę podczas szkoleń – pokazując np. zdjęcia dzieci wykonywane techniką USG, de facto ukazujemy nagiego człowieka, a ten – kiedyś w przyszłości – może nie życzyć sobie, by taki wizerunek funkcjonował w mediach. Informacje o szkolnych postępach, znajomych dzieci, formach spędzania czasu, zajęciach szkolnych i pozaszkolnych, dane osobiste, w tym wyniki ze sprawdzianów, miejsca pobytu grupy, do których należą nasze dzieci – to wszystko może stać się przyczyną nadużyć, o czym często zapominają kochający rodzice, którzy jednak nie zostali uwrażliwieni na troskę o ochronę swoich latorośli, gdyż ten problem przed laty nie miał miejsca na taką skalę, jak dziś. Wyjazdy do szkół, odwiedzanie społeczności i rozmowy na ten temat otwierają oczy wielu dorosłym, którzy naprawdę są gotowi na przyjęcie podpowiedzi z zakresu edukacji medialnej, tylko nie zawsze mają warunki do ich otrzymywania. To nasze zadanie, jako osób zajmujących się edukacją medialną, a także rola państwa, by zapewnić ten pakiet wiedzy, który okaże się użyteczny właściwie każdego dnia w naszym zmediatyzowanym świecie.

Podsumowując, warto powiedzieć, że edukacja medialna powinna być włączona do programu nauczania na różnych przedmiotach, takich jak język polski, historia, wiedza o społeczeństwie czy informatyka, ale niezbędny jest także „pakiet startowy” dotyczący zachowań w sieci, kontaktu z mediami i sposobu ich działania. Powinien on być przekazywany przez wykwalifikowanych edukatorów medialnych, którzy posiadają wiedzę na poziomie tworzenia i użytkowania środków społecznego przekazu oraz wiedzy komunikologicznej.

 

Oswojenie ryzyka i wyzwań w mediach

Równocześnie, aby budować dialog w edukacji, należy stworzyć przestrzeń, w której uczniowie czują się komfortowo i bezpiecznie, aby dzielić się swoimi myślami i doświadczeniami. Jak można to uczynić? Wydaje mi się, że taką formą jest stworzenie grup dyskusyjnych, w których uczniowie mogą wymieniać się opiniami i doświadczeniami w małych społecznościach, które darzą się zaufaniem, zachęcanie uczniów do dzielenia się swoimi historiami i przeżyciami z osobami kompetentnymi, tworzenie symulacji metodą pracy w parach lub w grupach, aby uczniowie mogli współpracować i dzielić się swoimi pomysłami, no i oczywiście włączanie do całego programu nauczania tematów, które są na tyle istotne dla życia uczniów, że pozwolą na uruchomienie kwestii wrażliwych. Z pewnością posłuży temu wspomniana wcześniej metoda problemowa albo może lepiej taka, którą dla młodych nazwiemy wyzwaniem. Dzieci i młodzież dążą do rozwiązania zagadki, do osiągania mistrzostwa, więc sposobem na to może być właśnie challenge.

Challenge w języku polskim jest rozumiany podobnie jak w angielskim – młodzież posługuje się tym terminem w odniesieniu do wyzwania. Niestety, często wyzwania te mają negatywne skutki, szczególnie w kontekście patostreamingu. Przykładem może być podduszenie się – zdarzały się przypadki, gdy rodzice znaleźli swoje dzieci nieprzytomne, ponieważ uczestniczyły one w wyzwaniu, polegającym na tym, kto najdłużej wytrzyma bez dostępu świeżego powietrza. Niestety, takie sytuacje mogą prowadzić do tragicznych konsekwencji, w tym śmierci. Podobnie bywa z wyzwaniami polegającymi na spożyciu cynamonu w postaci proszku, co może doprowadzić do zaburzeń dróg oddechowych i poważnych komplikacji zdrowotnych. Tego typu wyzwania/challenges, źle rozumiane, muszą zostać „rozpracowane” w ramach edukacji medialnej. Warto byłoby zmienić ich kontekst, a nawet przekształcić je w coś pozytywnego. Na zajęciach z młodzieżą można wykorzystać ideę wyzwań, ale w konstruktywny sposób – na przykład organizując pomoc dla innych. Wyzwaniem mogłoby być szybkie zorganizowanie akcji charytatywnej, przygotowanie prezentu, wsparcie intelektualne lub duchowe dla potrzebujących. Tego rodzaju działanie, określone terminem „challenge,” mogłoby stać się inspiracją do robienia czegoś pożytecznego.

 

OT: Proszę podać przykłady wszechstronności edukacji medialnej, o której Pani Profesor wspomniała.

 

KCS: Chodzi o to, że edukacja medialna nie jest przedmiotem, który mówi tylko o mediach. Jeśli mówimy o odbiorze mediów czy odtwarzaniu treści medialnych, to nie przygotowujemy wyłącznie dziennikarzy czy osób zajmujących się komunikacją. Edukacja medialna ma ogromny wpływ na wybór zawodu w przyszłości. Na przykład tworzenie bloga lub vloga na temat: „moje eksperymenty fizyczne” czy „eksperymenty chemiczne”, nie przygotowuje do zawodu dziennikarza, ale może rozwijać kompetencje przyszłego biologa, biotechnologa, chemika, czy fizyka.

Umiejętność stworzenia takiego przekazu, popularyzowania nauki – jak robi to np. dr Tomasz Rożek, fizyk z wykształcenia – pokazuje, że edukacja medialna może przygotować do wykonywania zupełnie innych zawodów. Jednocześnie kompetencje medialne, takie jak tworzenie jasnych i zrozumiałych przekazów czy docieranie do założonej grupy docelowej, są uniwersalne. Sama treść przekazu może mieć różne zastosowania – od zawodów technicznych i ekonomicznych po humanistyczne i społeczne. Media w tym przypadku są narzędziem, a edukacja medialna uczy o narzędziu, a nie o samej treści, która jest przekazywana.

 

OT: Proszę opowiedzieć więcej jakie szkolenia na temat edukacji medialnej Pani Profesor prowadzi?

 

KCS: Oprócz uczenia studentów, co jest podstawowym zadaniem wykładowcy akademickiego, naukowcy często prowadzą szkolenia dla ekspertów – nauczycieli, wychowawców, bibliotekarzy, osób pracujących w opiece socjalnej. Najczęściej są to osoby, które pracują z człowiekiem. Po pierwsze, mamy społeczność akademicką – sami rozwijamy się na konferencjach, a następnie przekazujemy tę wiedzę studentom.

Drugą grupą są osoby pracujące już w zawodach wymagających relacji międzyludzkich. Szkolimy je, by podnosić ich kompetencje w pracy z ludźmi – to zawody, w których ważna jest relacja z drugą osobą.

Trzecią grupę stanowią rodzice i młodzież. Nie nazwałabym tego szkoleniami, a raczej warsztatami. Ja osobiście najwięcej pracuję z młodzieżą na poziomie szkół średnich. Młodzi ludzie nie mają problemu z technologicznym korzystaniem z mediów, ale mogą potrzebować wsparcia w rozwijaniu kompetencji medialnych.

 

OT: Czy mogłaby Pani stwierdzić, że rodzice naruszają prawa dziecka, wrzucając na przykład jego nagie zdjęcia do mediów społecznościowych?

 

KCS: Dziecko ma prawo do ochrony własnego wizerunku. Przykładowo, zdjęcia z dzieciństwa – choćby półnagie z plaży czy kąpieli w domu – publikowane z intencją pochwalenia się „słodką buzią”, czy „piękną pozą” dziecka, mogą być uznane za przekroczenie prawa. Każdy człowiek, niezależnie od wieku, ma prawo do ochrony swojej godności i wizerunku. Często to dzieci, mając dobre relacje z rodzicami, proszą, by nie upubliczniać ich zdjęć. Równocześnie warto podkreślić, że odpowiedzialność za wychowanie dziecka leży przede wszystkim po stronie rodziców. Jako matka dzieci w różnym wieku uważam, że dziecko ma prawo wymagać ochrony swojego wizerunku, ale to rodzic odpowiada za cały proces wychowawczy.

W procesie wychowania istnieje pewna dysproporcja – jeśli dziecko popełni błąd, to rodzic ponosi konsekwencje. Ma on więcej praw, ale też więcej obowiązków. Natomiast w kwestii ochrony godności, wizerunku czy dobrego imienia nasze prawa są równe – zarówno dzieci, jak i dorosłych. To jest podstawowa zasada wynikająca z bycia człowiekiem.

 

OT: Mówi Pani o wdrożeniu edukacji nieformalnej na temat mediów. Jakie dobre praktyki w tym obszarze mogłyby wspierać wszechstronny rozwój młodzieży?

 

KCS: Jedna z najprostszych definicji edukacji nieformalnej to nauka przez praktykę, a mówiąc językiem nieco bardziej akademickim, trwający przez całe życie proces budowania postaw, kształtowania wiedzy, umiejętności i wartości na bazie różnorodnych doświadczeń. W edukacji nieformalnej, w przypadku dzieci i młodzieży, obok szkoły biorą udział inne grupy z otoczenia – rodzice, rodzina, koledzy i przyjaciele, ale w edukacji pozaformalnej także instytucje oraz podmioty rynkowe. Zważając na to, ile czasu spędzamy w mediach, przede wszystkim ze smartfonami w ręce, można powiedzieć, że głównym nauczycielem naszych czasów jest właśnie ten, kto pojawia się w medium elektronicznym. Już wspomniany wcześniej kanadyjski teoretyk mediów Marshall McLuhan mówił przed wielu laty: „The medium is the message”. Dziś, w dobie smartfonów i mediów społecznościowych, jego teoria jest bardziej aktualna niż kiedykolwiek. Smartfon bowiem jest teraz przedłużeniem człowieka. Tylko czy uwrażliwienia na szkody, jakie czynią dziś media, nauczymy się właśnie z mediów? To mało prawdopodobne. Tutaj potrzebny jest człowiek z jego historią i żywy kontakt z osobą, która jest w stanie pozostawić silniejszy ślad emocjonalny, niż przekaz ekranowy. Potrzebni są przede wszystkim empatyczni medioznawcy i eksperci z dziedziny psychologii oraz neurobiologii.

 

OT: W jaki sposób rodzice mogą uczestniczyć w edukacji medialnej dzieci, aby wspierać ich rozwój moralny i duchowy? Jakich błędów wychowawczych warto unikać w kontekście korzystania z mediów?

 

KCS: Po pierwsze, dorośli powinni sami się uczyć i nie mieć przekonania, że wiedza sama przychodzi z czasem i wystarczy legitymizować się własnym, nabytym kiedyś, doświadczeniem. Błędy wychowawcze są nieuniknione, co potwierdza każdy opiekun i rodzic. Mogę się tylko podzielić własnym przykładem z ostatniego czasu. Mam dziecko dorosłe i dwójkę dorastających dzieci, które jak swoi rówieśnicy także korzystają z urządzeń, ale na przykład nie z konsoli do gier, gdyż uważaliśmy od początku, że wówczas możemy stracić kontrolę nad światem, w jaki zanurza się dziecko. Po drugie, wybór szkoły był podyktowany m.in. podejściem do kwestii zachowania równowagi między kuszącymi mediami a kontaktami międzyosobowymi. Dwójka naszych dzieci jest w szkołach, w których statutach zarówno rodzice, jak i dzieci godzą się, że w czasie zajęć i podczas przerw uczniowie nie sięgają po smartfony. Synowie stwierdzili po czasie, że można się do tego przyzwyczaić. W szkole mojej nastoletniej córki natomiast funkcjonują tzw. kieszonki, a więc miejsca, w które odkłada się telefon, kiedy uczeń wchodzi do klasy przed rozpoczęciem lekcji.

Moje doświadczenie w obserwacji małych dzieci, którym rodzice „fundują” wyjścia np. do restauracji, a potem „karmią” tabletem z wyświetlaną kreskówką podczas „wspólnie” spożywanego posiłku, spowodowały, że najmłodsza córka, nigdy w życiu nie miała wyświetlonej przeze mnie bajki w telewizji, komputerze, czy smartfonie. Przyznam, że nie jest to łatwe i często rodzi się taka pokusa, by złapać chwilę oddechu, albo popracować w ciszy i „kupić” sobie ten czas u producentów bajek, ale nie chcę być fałszywym edukatorem medialnym, który mówi o pewnych prawidłach, a sam ich nie przestrzega. To jedno z mocnych postanowień, do których doszłam po latach pracy w mediach i z mediami, ale są i inne sprawy do naprawy. Troska o higienę cyfrową to kwestia, która dotyczy prawie każdego z nas. A osoby pracujące w mediach lub z mediami, jak ja, mają jeszcze dodatkową trudność, gdyż łatwo można sobie wmówić, że to właśnie praca, a nie pokusa bycia zanurzonym w cyfrowym świecie predestynuje do tkwienia w świecie wirtualnym. Każdy powinien być na to uważny. Z mediami, a szczególnie cyfrowymi jest jak w reklamie – możesz znać zasady uwodzenia, a wystarczy chwila nieuwagi, emocjonalne zachwianie i już wychodzi się ze sklepu ze stertą rzeczy, które może i są ładne, ale czy potrzebne?

 

Przesyt medialny a reklama

KCS: Kiedy do krajów Europy Środkowej zaczęły napływać atrakcyjne przekazy reklamowe, ogarnął nas ogromny zachwyt. Tak było po przełomie 1989 roku – wystarczyło, że coś było reklamowane, a chętniej to kupowaliśmy. Potem nastąpił okres negacji, pojawiło się przekonanie, że zawarte tam informacje są nieprawdziwe. W końcu doszliśmy do bardziej zrównoważonego podejścia do reklamy – wiemy, że tam nie ma jawnych kłamstw, bo taka reklama nie pojawiłaby się w tradycyjnych mediach publicznych. Są tam jednak różne ukryte formy perswazji a niekiedy i próby manipulacji ich odbiorcą.

Mówiąc to, tworzę pewną analogię do korzystania z mediów – zachwycamy się formą, scrollujemy, docierają do nas te kolorowe obrazki i nadmiar treści. Zdroworozsądkowo jednak nie wszystko, co nas nęci, jest dla nas pożyteczne. Mogą nam się podobać różne rzeczy, ale nie musimy mieć ich wszystkich. Mogę zjeść gałkę lodów, ale jeśli zjem czwartą czy piątą, jedną po drugiej, zaszkodzi to mojemu organizmowi, prawda? Nawet jeśli uprawiam sport – dwie godziny dziennie mogą być dobre dla mojego zdrowia, ale jeśli nie zadbam o witaminy, mikroelementy i odpowiednie środki wspomagające organizm, to intensywny wysiłek może działać na moją niekorzyść.

Umiar i zdrowy rozsądek to najlepsza miara – zarówno w kontakcie z perswazyjnymi komunikatami, np. reklamami, jak i w ogóle w korzystaniu z urządzeń cyfrowych. Zasada jest ta sama – umiar i wybieranie tego, co jest dla nas pożyteczne.

 

OT: W jaki sposób, zdaniem Pani, edukacja medialna może uwrażliwiać uczniów na ten fakt, że media odsłaniają przed odbiorcami tylko fragment bardziej złożonej rzeczywistości, jak wspominała Pani w jednej z rozmów?

 

KCS: „Zawsze fragment” – to była myśl przewodnia, kiedy przed laty pisałam swój doktorat o przekazach perswazyjnych, które wykorzystują metafory, przenośnie, wyolbrzymiają świat przy użyciu hiperboli, albo też pokazują – jak w metonimii – tylko fragment, część zamiast całości, pars pro toto. Wówczas, już empirycznie, mogłam się przekonać, że zasadą działania mediów jest właśnie fragmentaryzacja. Nie uda się nikomu w mediach przekazać wszystkich szczegółów i okoliczności zdarzenia, bo medialnymi ograniczeniami są przecież oko kamery, zasięg mikrofonu, czas dziennikarza etc. Równocześnie też media nie mają interesu, by pokazywać świat w proporcjach jeden do jednego. Rzeczywistość taka byłaby dla widza czy słuchacza po prostu nieatrakcyjna, a wręcz nudna. Media zatem wybierają takie fakty, które są wyjątkowe, często negatywnie nacechowane emocjonalne. Zatem, jeśli potem na tej postawie budujemy sobie obraz rzeczywistości, to nasze życie wypada blado – brak w nim spektakularnych wydarzeń. Życie w realu to nie rollercoster. Gdy o tym zapomnimy, łatwo popaść we frustrację, czy przekonanie, że świat innych, nawet znajomych, jest bardziej kolorowy, wyjątkowy, bajeczny, a to tylko medialny atraktant i fabuła „na pokaz”, a nie odbicie prawdziwej rzeczywistości.

 

OT: Podczas debaty w ramach „Media Talk #1. Nowe media – nowy sposób myślenia” powiedziała Pani: „Media są dobrym sługa i złym Panem”. Jakie ryzyka związane z mediami są, zdaniem Pani, bagatelizowane w kontekście edukacji młodzieży szkolnej?

 

KCS: Myślę, że to obraz Pana i sługi oddaje charakter mojego myślenia. Jeżeli potrafimy wykorzystać media jako narzędzie, będą nam one służyły, a człowiek stanie się ich użytkownikiem. Gdy jednak „oddamy się w niewolę” mediów, co zresztą dzieje się dziś w wielkim wymiarze, będą one odgrywały rolę złego Pana, który nami manipuluje. Aby zobrazować to zjawisko, warto przypatrzyć się przepisom prawa, które dziś „odwrażliwiły” osoby pokonujące przejścia dla pieszych. Świadomość, że samochód powinien się zatrzymać w takim miejscu, zwalnia ludzi z myślenia o zagrożeniach, a zanurzenie w medialny kontent smartfonu sprawia, że widzimy na ulicach mnóstwo osób z głowami w cyberprzestrzeni i nogami na jezdni. Przerażający widok i jeszcze gorsze konsekwencje. Czy w takim ujęciu metafora smartfonu jako naszego władcy, a nasze ciało i zmysły na jego uwięzi nie jest obrazem prawdziwym?

 

OT: Jak edukacja może pomóc w przeciwdziałaniu destrukcyjnym zjawiskom w obszarze medialnym takim jak cyberprzemoc czy uzależnienie od technologii?

 

KCS: Jest wiele narzędzi i sposobów na to. Jednym z nich jest walka z niezdrowymi nawykami. Co można zrobić? Oto kilka wskazówek, które tylko na pozór wydają się proste: post od mediów (jeden dzień w tygodniu, kiedy nie mamy zbyt wielu zobowiązań zawodowych, np. w sobotę), wyłączenie wszystkich dodatkowych powiadomienia ze strony aplikacji poza smsami i aplikacjami alarmowymi. To wyzwanie pokaże, czy do kolejnych okienek wchodzimy z własnej woli, czy jesteśmy „przymuszeni” i zniewoleni przez powiadomienia.

Niezaśmiecony ekran główny to kolejny element higieny cyfrowej i estetyki również (niektórzy proponują nawet ekran i wygaszacz w odcieniach szarości). Używanie tradycyjnego zegarka i budzika pomaga uniknąć pokusy ciągłego zerkania na smartfon w celu sprawdzenia godziny i zachęca do trzymania go z dala od miejsca snu. Wyzwanie polegające na stopniowym ograniczaniu czasu spędzanego w sieci i monitorowaniu aktywności za pomocą liczników mobilnych. A już z pewnością godzina dla snu i gospodarki hormonalnej, czyli odłożenie smartfonu wcześniej, niż w łóżku, by uniknąć negatywnych skutków oddziaływania na nasz umysł niebieskiego, nienaturalnego światła LED.

 

Kultura osobista w świecie cyfrowym

Cenną praktyką jest troska o zachowanie zasad kultury w sferze publicznej i dobrych manier. Nasze biologiczne atawizmy powodują, że nawet kiedy rozmawiamy z drugą osobą twarzą w twarz, odruchowo przerywamy konwersację, gdy słyszymy powiadomienie. Czy umiemy się powstrzymać od tego niegrzecznego odruchu? On nas miał ratować od ataku dzikiej zwierzyny wyłaniającej się zza krzaków w odległych wiekach, a dziś jest tylko biologiczną pozostałością tamtej zdolności przetrwania. Został on wykorzystany przez technologów w celu przywiązywania nas do narzędzi. To zjawisko to phubbing i jest teraz bardzo częste. To naruszanie zasad kultury osobistej. Ludzie odbierają telefon w czasie rozmowy, przerywając kontakt, który przecież jest tutaj najważniejszy. W czasie Konferencji Naukowej Współczesne Media 14, która odbyła się w Lublinie 20-21 kwietnia w roku 2023 i zgromadziła wielu naszych wykładowców, prof. Magdalena Hodalska (UJ) oraz ks. dr Łukasz Buksa (UPJPII) przedstawili swoje badania na temat tego zjawiska. Więcej o nim można będzie poczytać w ich wspólnej książce. Takich technik i sposobów jest znacznie więcej, ale o nich właśnie mówimy podczas zajęć z zakresu edukacji medialnej. Także na ten temat odbywają się różnorakie debaty i dyskusje w ramach Stowarzyszenie Absolwentów i Przyjaciół Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, na które serdecznie zapraszam. Więcej informacji można znaleźć na stronie Stowarzyszenia: https://saip.upjp2.edu.pl.

 

Znalezienie równowagi medialnej

Tym, do czego najbardziej zachęcam, jest zachowanie zdrowego umiaru pomiędzy byciem tu i teraz, a życiem w mediach.

Na koniec wspomnę tylko, że w odniesieniu do mediów często bardziej potrzebujemy przypomnienia „starej” i sprawdzonej wiedzy, niż zdobywanie nowej. Jedzenie, zdobywanie informacji i zakupy mają wspólną cechę – ich dostępność nie oznacza, że musimy się nimi przesycać. Można jeść zdrowo i smacznie, spożywając odpowiednią ilość posiłków; można żyć na wysokim poziomie komfortu i elegancji wybierając określony styl, a nie nabywając wszystkich zakupów na podstawie lansowanych trendów. Nie potrzebujemy wszystkich informacji, lecz jedynie tych, które pomagają nam spełnić się jako ludzie. A kiedy człowiek jest spełniony? Wtedy, kiedy realizuje się przez uniwersalne wartości, takie jak prawda i miłość, dobro i sprawiedliwość, a także odpowiedzialność, a na końcu wolność, której nie należy mylić ze swobodą.

Media mogą być cennym narzędziem i darem dla ludzkości pod warunkiem, że będą narzędziem w naszych rękach, które od czasu do czasu uwolnimy. Życzę Państwu i sobie, by te ręce były czasami wzniesione wysoko w geście wdzięczności, czasami znajdowały się w objęciach innych rąk, były wyciągnięte do zgody w geście pojednania, a tylko niekiedy były zajęte przez smartfon.

 

OT: Dziękuję Pani Profesor bardzo serdecznie!

 

Główną inspiracją do wywiadu posłużyły rozmowy z Panią Profesor na kanale YouTube DEM TV

fundusze.png

reczpospolita.png

malopolska.png

ue.png

Informacje o cookies ....

Zapisano